W Kościele katolickim często spotykamy się ze słowem „liturgia”, ale czy na pewno wszyscy wiemy, co ten wyraz naprawdę oznacza? Dla wielu osób brzmi on uroczyście, trochę tajemniczo, może nawet zbyt teologicznie. Tymczasem chodzi o coś niezwykle bliskiego i konkretnego – o sposób, w jaki Bóg spotyka się z człowiekiem, a człowiek odpowiada Mu swoją modlitwą.
Wyobraźmy sobie na chwilę czasy, gdy Pan Jezus chodził po drogach Galilei. Nauczał, uzdrawiał, błogosławił, przebaczał grzechy. Ludzie mogli patrzeć Mu w oczy, słuchać Jego głosu, dotknąć Go. Umarł i zmartwychwstał dla naszego zbawienia. Nic dziwnego, że czasem w sercu może pojawić się nuta zazdrości: „Szkoda, że mnie tam nie było. Szkoda, że dziś nie mogę usłyszeć Go tak bezpośrednio”.
Ale takie myślenie – choć bardzo ludzkie – jest niepełne. Chrześcijaństwo wierzy, że Jezus nie przestał działać. On żyje. I właśnie w liturgii Kościoła możemy spotkać Go realnie, choć w inny sposób niż dwa tysiące lat temu.
Możemy usłyszeć Go podczas Mszy Świętej, gdy czytana jest Ewangelia. To nie tylko wspomnienie dawnych słów – to Słowo żywe, skierowane do nas tu i teraz. Możemy doświadczyć Jego osobistego przebaczenia w sakramencie pokuty. Możemy zaprosić Go do siebie w Komunii Świętej. To nie jest symboliczny gest uprzejmości wobec tradycji, ale – według wiary Kościoła – rzeczywiste spotkanie z Chrystusem.
Właśnie tym jest liturgia: przestrzenią, w której Bóg działa dzisiaj z tą samą mocą, jaką okazywał wtedy w Galilei.
Co oznacza słowo „liturgia”?
Słowo to pochodzi z języka greckiego – leitourgia oznaczało „działanie publiczne” lub „służbę dla dobra wspólnego”. W starożytności była to praca wykonywana na rzecz społeczności. Kościół przejął to pojęcie i nadał mu głębszy sens: liturgia stała się „dziełem ludu Bożego” – wspólnym działaniem wierzących skierowanym ku Bogu.
Nie jest to więc prywatna modlitwa jednej osoby. Liturgia ma zawsze wymiar wspólnotowy. Nawet jeśli ktoś uczestniczy w niej sam, duchowo łączy się z całym Kościołem.
Liturgia – więcej niż Msza Święta
Najbardziej znaną formą liturgii jest Eucharystia, czyli Msza Święta. Jednak liturgia obejmuje całe życie sakramentalne Kościoła. Należą do niej:
-
sakramenty – chrzest, bierzmowanie, Eucharystia, pokuta, namaszczenie chorych, kapłaństwo i małżeństwo; każdy z nich ma swoją określoną strukturę, modlitwy, gesty i znaki,
-
sakramentalia – np. błogosławieństwa czy poświęcenia, które przygotowują człowieka do przyjęcia łaski,
-
liturgia godzin (brewiarz) – modlitwa Kościoła rozłożona na różne pory dnia,
-
rok liturgiczny – rytm Adwentu, Bożego Narodzenia, Wielkiego Postu, Wielkanocy i innych okresów, który pozwala nam przeżywać na nowo tajemnice życia Chrystusa.
Liturgia nie jest zbiorem przypadkowych obrzędów. Jest uporządkowana, zakorzeniona w Piśmie Świętym i wielowiekowej tradycji. Jej gesty – znak krzyża, postawa stojąca lub klęcząca, cisza, śpiew – nie są dodatkiem estetycznym, lecz językiem symboli, przez który wyraża się rzeczywistość duchowa.
Dwa cele liturgii
Liturgia ma dwa podstawowe cele:
-
Uwielbienie Boga – człowiek oddaje chwałę Temu, który go stworzył i zbawił.
-
Uświęcenie człowieka – Bóg udziela swojej łaski, przemienia, umacnia, podnosi z grzechu.
W liturgii działa cała Trójca Święta. Bóg Ojciec, Stwórca świata, ogarnia nas swoją miłością. Syn – Jezus Chrystus – który nas odkupił, staje się obecny i dotyka ludzkiego serca. Duch Święty uświęca gesty i słowa, sprawiając, że nie są one pustym rytuałem, ale narzędziem działania samego Boga.
To dlatego liturgia nie jest jedynie wspomnieniem wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat. Jest ich sakramentalnym uobecnieniem.
Źródło i szczyt
Soborowa konstytucja o liturgii Sacrosanctum Concilium, ogłoszona podczas Sobór Watykański II, nazywa liturgię „źródłem i szczytem działalności Kościoła”. To zdanie jest bardzo głębokie.
„Źródłem” – bo z liturgii wypływa siła do życia chrześcijańskiego. To tam wierzący czerpie łaskę, światło i umocnienie.
„Szczytem” – bo wszystko, co Kościół robi: nauczanie, działalność charytatywna, ewangelizacja – prowadzi ostatecznie do spotkania z Bogiem w liturgii.
Można powiedzieć, że liturgia jest jak bijące serce Kościoła. Jeśli serce przestaje bić, organizm umiera. Jeśli liturgia przestaje być przeżywana żywo i świadomie, wiara zaczyna słabnąć.
Czy naprawdę w to wierzymy?
Najważniejsze pytanie nie brzmi: „Czy rozumiem wszystkie gesty i modlitwy?”. Ważniejsze jest inne: „Czy wierzę, że Bóg naprawdę tu działa?”.
Bo jeśli wierzymy, że w czasie liturgii spotykamy żywego Jezusa, wtedy zmienia się nasze podejście. Msza Święta nie jest już obowiązkiem do „zaliczenia”, lecz spotkaniem. Spowiedź nie jest formalnością, lecz doświadczeniem miłosierdzia. Komunia Święta nie jest symbolicznym gestem, lecz przyjęciem samego Chrystusa.
Liturgia nie zamyka się w murach kościoła. Ma przemieniać codzienność – relacje w rodzinie, sposób pracy, podejmowane decyzje. To, co dzieje się przy ołtarzu, ma owocować w życiu.
Nie trzeba być teologiem, by zrozumieć liturgię. Trzeba raczej serca otwartego na spotkanie. Wtedy odkrywamy, że nie musimy zazdrościć tym, którzy słuchali Jezusa nad Jeziorem Galilejskim. On wciąż mówi, przebacza i umacnia – tu i teraz. Właśnie w liturgii.
Komentarze
Prześlij komentarz