Mędrcy ze Wschodu - opowiadanie dla dzieci

 


Początek niezwykłej historii

Pewnego wieczoru trzej mędrcy spotkali się w jednym domu na skraju miasta. Było to miejsce, w którym często rozmawiali o sprawach ważnych i trudnych: o świecie, o ludziach, o znakach na niebie i o tym, czy dobro zawsze zwycięża zło. Na stole leżały mapy, zwoje i stare księgi, a w kominku cicho trzaskał ogień.

Długo dyskutowali. Każdy miał inne zdanie, każdy zadawał pytania, na które nie było łatwych odpowiedzi. Gdy noc zapadła na dobre, jeden z mędrców wstał i podszedł do okna. Chciał zaczerpnąć świeżego powietrza i odpocząć od myślenia.

Nagle zatrzymał się i wstrzymał oddech.

– Spójrzcie… – powiedział cicho.

Na niebie pojawiła się gwiazda, jakiej nigdy wcześniej nie widzieli. Była nadzwyczaj duża. Nie migotała jak inne, lecz świeciła spokojnym, jasnym światłem, jakby chciała zwrócić na siebie uwagę. Piękna i tajemnicza.

 


Mędrcy długo wpatrywali się w niebo.
– Co to może być? – pytali jeden drugiego.
– Zwykła gwiazda nie wygląda w ten sposób – zauważył ktoś.

Nie znając odpowiedzi, sięgnęli po stare księgi. Przeglądali je jedną po drugiej, odkurzali zapomniane zwoje, czytali cicho i głośno, aż noc zrobiła się bardzo głęboka. Minęło wiele czasu, zanim jeden z nich nagle podniósł głowę.

– Chyba coś znalazłem… – powiedział z wahaniem.

Przeczytał fragment dawnej przepowiedni. Wynikało z niej, że taka gwiazda pojawia się tylko wtedy, gdy rodzi się wielki Król – ktoś, kto ma przynieść światu dobro i pokój.

W domu zapadła cisza.

– A jeśli to prawda? – zapytał ktoś.
– A jeśli nie? – odpowiedział drugi. – Może to nie nasza sprawa.

Zaczęli się zastanawiać, czy warto się tym zajmować. Czy powinni ruszyć w drogę, nie wiedząc dokąd? Czy może lepiej zostać tam, gdzie są, i zapomnieć o tej gwieździe?

A ona wciąż świeciła za oknem, jakby cierpliwie czekała na decyzję…

Decyzja, która zmieniła wszystko

Gwiazda wciąż świeciła za oknem, ale mędrcy długo jeszcze nie podejmowali decyzji. Usiedli przy stole, a w domu znów zrobiło się cicho.

– Jestem już stary – odezwał się jeden z nich po chwili. – Przebyłem w życiu wiele dróg. Nie wiem, czy mam jeszcze siłę na tak daleką podróż.

– A ja wciąż nie mam pewności – powiedział drugi. – Może tylko nam się wydaje, że ta gwiazda coś oznacza. Może to zwykłe światło na niebie.

Trzeci mędrzec milczał przez chwilę, patrząc przez okno. Jego oczy błyszczały.
– A jeśli nie? – zapytał w końcu. – A jeśli to naprawdę znak? Zawsze marzyłem o tym, by zobaczyć coś, co zmieni świat. Jeśli zostaniemy, nigdy się nie dowiemy.

Długo rozmawiali. Wahali się, spierali, wracali do ksiąg. W końcu spojrzeli jeszcze raz na gwiazdę. Świeciła spokojnie, jakby mówiła: „Czas ruszać”.

– Spróbujmy – powiedział w końcu ten najstarszy. – Nawet jeśli droga będzie trudna.
– Lepiej iść i się przekonać, niż żałować – dodał drugi.

Gdy decyzja zapadła, zaczęli się zastanawiać, co mogliby podarować małemu Dziecku. Wiedzieli, że nie wypada iść z pustymi rękami.

– Podzielę się moim złotem – powiedział pierwszy. – To dar dla króla.
– Ja wezmę kadzidło – dodał drugi. – Niech przypomina o modlitwie.
– A ja zabiorę mirrę – uśmiechnął się trzeci. – To bardzo cenne zioła.

O świcie przygotowali wszystko do drogi. Wyszli przed dom, gdzie czekały już wielbłądy, gotowe na długą wędrówkę. Nad nimi, wysoko na niebie, wciąż świeciła ta sama niezwykła gwiazda.

– To ona nas poprowadzi – powiedzieli.

I tak ruszyli w drogę. Droga była długa, nieznana i pełna tajemnic, ale gwiazda prowadziła ich krok po kroku ku czemuś, czego jeszcze nie potrafili sobie wyobrazić.

Droga pełna spotkań

Wędrówka trwała bardzo długo. Dni mijały jeden po drugim, a Mędrcy przemierzali pustynie, miasta i małe wsie. Czasem słońce paliło tak mocno, że piasek parzył stopy wielbłądów, innym razem noc była chłodna i cicha, a jedynym światłem była gwiazda wisząca wysoko nad nimi.

Po drodze spotykały ich różne przygody.

Pewnego dnia natknęli się na kupca, który błądził po pustyni. Jego wielbłąd był zmęczony, a on sam coraz bardziej przerażony.
– Zgubiłem drogę do oazy – powiedział. – Bez wody nie dam rady.

Mędrcy zatrzymali się, choć wiedzieli, że znów stracą czas. Wspólnie spojrzeli na gwiazdę, potem na mapy i zaprowadzili kupca do bezpiecznego miejsca, gdzie mógł odpocząć i napić się wody. Gdy odchodzili, gwiazda zdawała się świecić cieplej niż wcześniej.

Innym razem, w jednej z wiosek, zobaczyli napad złodzieja. Ktoś wołał o pomoc. Mędrcy nie mieli broni, ale mieli odwagę i mądrość. Krzykiem i zdecydowaną postawą przestraszyli napastnika, dzięki czemu nikt nie został skrzywdzony.

Jeszcze innym razem spotkali człowieka tak słabego z głodu, że ledwo stał na nogach. Bez wahania kupili mu jedzenie i pozwolili odpocząć w cieniu.
– Zostaje nam coraz mniej – powiedział cicho jeden z Mędrców.
– Ale niesiemy dobro – odpowiedział drugi. – A to nigdy nie jest stratą.

Każde takie wydarzenie sprawiało, że droga stawała się dłuższa. Czasem Mędrcy zastanawiali się, czy nie powinni iść szybciej, nie zatrzymywać się, nie oglądać za siebie. Jednak w głębi serca czuli, że pomagając innym, pomagają także Temu Królowi, do którego zmierzają.

– Może właśnie taka jest droga do Niego – powiedział jeden z nich pewnej nocy. – Prowadzi przez dobre uczynki.

Gwiazda milczała, ale wciąż świeciła. I to wystarczało.

Miasto wielkich murów

Po wielu tygodniach wędrówki, pewnego poranka, Mędrcy zobaczyli w oddali wysokie mury wielkiego miasta. Słońce odbijało się od kamieni, a nad dachami wznosiły się wieże.

– To musi być Jerozolima – powiedzieli z ulgą. – W takim miejscu mieszka Król.

W samym środku miasta stał duży i piękny pałac. Jego mury lśniły, a przed bramą krzątali się słudzy i żołnierze. Mędrcy byli pewni, że właśnie tam odnajdą nowo narodzonego Króla.

Nie wiedzieli jeszcze, że był to pałac króla Heroda – władcy złego i okrutnego.

Zanim weszli do środka, sami widzieli, jak Herod krzyczał na swoich służących. Widzieli, jak wygonił spod pałacu biednego żebraka i jak kazał strażnikom zamknąć w więzieniu człowieka za drobną winę. Jego serce było twarde, a władza ważniejsza niż dobro ludzi.

Lecz gdy Herod zobaczył niezwykłych przybyszów w długich szatach, jego twarz nagle się zmieniła. Przybrał sztuczny uśmiech, wyprostował się i udawał miłego oraz uprzejmego człowieka.

– Witajcie, mądrzy wędrowcy – powiedział łagodnym głosem, choć w jego oczach czaił się niepokój.

Mędrcy spojrzeli po sobie. Coś im podpowiadało, że w tym pałacu nie ma radości ani pokoju, których szukali… lecz jeszcze nie wiedzieli, jak bardzo mają rację.

Fałszywa uprzejmość króla Heroda

Mędrcy ukłonili się grzecznie i powiedzieli:
– Szukamy nowo narodzonego Króla. Widzieliśmy Jego gwiazdę na niebie i przyszliśmy oddać Mu pokłon.

Gdy Herod to usłyszał, bardzo się zdziwił, a w jego sercu pojawił się gniew. Przez krótką chwilę jego twarz stała się surowa, lecz zaraz znów przykleił do niej uprzejmy uśmiech.

– Nowo narodzony Król? – zapytał spokojnym głosem. – To bardzo ciekawe…

Herod kazał natychmiast wezwać swoich uczonych – ludzi, którzy znali stare księgi i dawne proroctwa. Rozkładali zwoje, czytali i szeptali między sobą.

W końcu odpowiedzieli:
– Według Pisma Mesjasz ma się narodzić w Betlejem.

Herod skinął głową, jakby bardzo się ucieszył. Zwrócił się do Mędrców i powiedział:
– Idźcie więc do Betlejem. Gdy znajdziecie Dziecię, oddajcie Mu pokłon, a potem wróćcie do mnie i powiedzcie, gdzie Ono jest. I ja także chciałbym pójść i się Mu pokłonić.

Mędrcy słuchali uważnie. Jeszcze nie wiedzieli, że Herod kłamie i że jego słowa nie płyną z dobrego serca. Podziękowali mu i przygotowali się do dalszej drogi.

A gwiazda, którą widzieli na początku swojej wędrówki, jakby czekała już na nich poza murami miasta…

Spotkanie, na które czekali

W końcu Mędrcy dotarli do Betlejem. Gwiazda, która prowadziła ich przez całą drogę, zatrzymała się nad skromnym domem. Nie był to pałac ani miejsce pełne bogactw, lecz dom cichy i prosty.

Mędrcy zapukali do drzwi. Maryja i Józef bardzo się zdziwili, widząc tak zacnych i dostojnych gości. Gdy jednak usłyszeli, dlaczego przybyli, ich serca napełniły się radością.

Mędrcy zobaczyli Dzieciątko i uklękli przed Nim. Oddali Mu pokłon i ofiarowali swoje dary: złoto, kadzidło i mirrę. W ciszy domu panował pokój, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyli.

Ponieważ zbliżała się noc, Maryja i Józef zaprosili Mędrców, aby zostali do rana. Z wdzięcznością przyjęli zaproszenie i położyli się, by odpocząć po długiej drodze.

Tej nocy wydarzyło się coś niezwykłego. Każdy z Mędrców miał ten sam sen. Ukazał im się anioł i ostrzegł:
– Nie wracajcie do Heroda. On chce skrzywdzić Dzieciątko.

Gdy rano się obudzili, wiedzieli już, co mają zrobić. Pożegnali Maryję, Józefa i Jezusa, a potem inną drogą wyruszyli w stronę swojego domu.

Gwiazda zniknęła z nieba, lecz jej światło pozostało w ich sercach na zawsze.

Święto Trzech Króli

Na pamiątkę tej niezwykłej wędrówki co roku obchodzimy Święto Trzech Króli. Tego dnia ulicami wielu miast przechodzą barwne orszaki. Dorośli i dzieci przebierają się za Mędrców, aniołów i pasterzy, niosą gwiazdy, śpiewają kolędy i cieszą się razem.

Orszaki przypominają nam, że tak jak Kacper, Melchior i Baltazar, każdy z nas jest w drodze. A do Jezusa prowadzą nie tylko dalekie podróże, lecz przede wszystkim dobro, odwaga i otwarte serce.


Komentarze