Cierpienie i krzyż w świetle nauczania Kościoła

 


W czasie Wielkiego Postu Kościół szczególnie kieruje nasz wzrok ku tajemnicy krzyża. Rozważamy mękę i śmierć Chrystusa, uczestniczymy w nabożeństwach Drogi Krzyżowej, wsłuchujemy się w opis Męki Pańskiej. Łatwo jednak zatrzymać się jedynie na cierpieniu i zapomnieć, że centrum naszej wiary nie jest grób, lecz pusty grób – nie śmierć, lecz życie.

Jezus Chrystus nie przyszedł na świat po to, aby gloryfikować cierpienie. On przyszedł, aby je przemienić. Jego życie nie zakończyło się w Wielki Piątek, lecz w blasku poranka Wielkanocnego ukazało moc zmartwychwstania. Dlatego także w rytmie roku liturgicznego po Wielkim Poście następuje czas radości i światła. To bardzo ważne: krzyż jest drogą, ale nie jest celem ostatecznym.

Chrześcijaństwo nie jest religią cierpienia. Jest religią nadziei. Gdyby zatrzymało się na krzyżu, byłoby jedynie opowieścią o tragedii. Tymczasem jest Dobrą Nowiną o zwycięstwie życia nad śmiercią. Nawet doświadczenie odejścia bliskiej osoby, choć boli i pozostawia pustkę, nie jest dla wierzącego ostateczną rozpaczą. W świetle Ewangelii śmierć nie jest końcem, lecz przejściem – bramą do życia wiecznego.

To nie znaczy, że człowiek wierzący nie cierpi albo że powinien cierpienia szukać. Wiara nie czyni nas odpornymi na ból fizyczny czy psychiczny. Choroba, kryzysy, niezrozumienie, lęk – wszystko to dotyka chrześcijan tak samo jak innych ludzi. Różnica polega nie na braku cierpienia, ale na obecności Kogoś, kto idzie z nami przez ciemność.

Kościół nigdy nie nauczał, że należy cierpienie biernie akceptować, jeśli można mu zaradzić. Wręcz przeciwnie – troska o życie i zdrowie jest obowiązkiem. Trzeba się leczyć, także korzystać z pomocy psychologicznej czy psychiatrycznej, gdy jest taka potrzeba. Trzeba szukać wsparcia i nie wstydzić się słabości. Miłość bliźniego wyraża się również w konkretnym działaniu: w pomocy materialnej, w obecności, w rozmowie, w dobrej radzie.

Jednocześnie Ewangelia uczy, że cierpienie przeżywane w zjednoczeniu z Chrystusem może nabrać sensu. Nie dlatego, że samo w sobie jest dobre, lecz dlatego, że może stać się miejscem dojrzewania miłości, zaufania i solidarności. Krzyż przyjęty z wiarą nie niszczy człowieka, ale może go wewnętrznie przemienić.

Ogromną pomocą w takich chwilach jest modlitwa – szczególnie szczera prośba o dar mądrości i światła Duch Święty. To On potrafi podsunąć niespodziewane rozwiązania, otworzyć nowe perspektywy, dać siłę do podjęcia decyzji albo cierpliwość do przetrwania tego, czego zmienić nie można. Nieraz nie usuwa problemu natychmiast, ale zmienia nasze serce – a to zmienia bardzo wiele.

Wielki Post przypomina nam o powadze życia i realności cierpienia. Wielkanoc przypomina, że ostatnie słowo należy do Boga, a nie do bólu. Dlatego chrześcijanin nie ucieka od trudnych tematów, ale patrzy na nie w świetle zmartwychwstania. W tym świetle nawet najciemniejsza noc nie jest ostateczna, a każda droga krzyża prowadzi ku porankowi.

Komentarze