Dlaczego niektórzy ludzie nigdy nie potrafią przyznać się do błędu?

 


Każdy z nas zna kogoś, kto najwyraźniej nigdy się nie myli. Można przedstawić mu fakty, pokazać dowody, przypomnieć jego własne słowa, a nawet wykazać, że jego argumenty wzajemnie sobie przeczą. I co wtedy?

Zamiast prostego „masz rację” pojawia się: „No dobrze, ale…”. Potem kolejne tłumaczenie, zmiana tematu, przypominanie cudzych błędów albo argument, który nie ma już właściwie nic wspólnego z pierwotną rozmową.

Najbardziej zadziwiające jest to, że niektórzy ludzie potrafią bronić swojego stanowiska nawet wtedy, gdy sami zaczynają widzieć, że jest ono nie do utrzymania.

Dlaczego?

Przyznanie się do błędu może boleć bardziej, niż nam się wydaje

Dla człowieka o stabilnym poczuciu własnej wartości zdanie „pomyliłem się” oznacza po prostu: „W tej sprawie nie miałem racji”.

Dla kogoś, kto swoją wartość opiera na przekonaniu, że jest inteligentny, kompetentny i zawsze wie, co robi, błąd może oznaczać coś znacznie poważniejszego: „Nie jestem tak mądry, jak myślałem”.

I wtedy człowiek zaczyna bronić nie swojego poglądu, lecz własnego obrazu siebie.

To dlatego czasami obserwujemy coś pozornie absurdalnego: im więcej przedstawiamy argumentów, tym bardziej druga osoba się okopuje. Nie dlatego, że argumenty są słabe. Po prostu zmiana zdania stała się dla niej psychologicznie trudniejsza niż dalsze brnięcie.

Człowiek nie zawsze walczy o prawdę. Czasami walczy o to, żeby nie przegrać

Dla niektórych osób rozmowa jest rodzajem pojedynku. Jeśli druga strona ma rację, oznacza to, że oni przegrali. Jeśli przyznają się do błędu, okazują słabość. Jeśli przeproszą, stawiają się w gorszej pozycji.

W takim sposobie myślenia nie ma miejsca na wspólne szukanie prawdy. Jest zwycięzca i przegrany.

Dlatego argumenty zaczynają się zmieniać w ataki personalne.

„Ty zawsze musisz mieć rację”.

„A ty kiedyś zrobiłeś coś podobnego”.

„W ogóle nie znasz się na tym”.

„A co powiesz o tamtej sytuacji?”

Nagle rozmowa, która zaczęła się od prostego pytania, dotyczy wszystkiego oprócz tego pytania.

To często sygnał, że druga osoba przestała bronić poglądu, a zaczęła bronić siebie.

Dlaczego ludzie brną w oczywistą nieprawdę?

Psychologia opisuje zjawisko dysonansu poznawczego. Pojawia się ono między innymi wtedy, gdy nasze przekonania zderzają się z informacjami, które im przeczą.

Możemy wtedy zmienić przekonanie albo znaleźć sposób, żeby je zachować.

Zdrowa reakcja brzmi:

„Nie wiedziałem tego. W takim razie muszę zmienić zdanie.”

Znacznie łatwiej jednak powiedzieć:

„To wyjątek”.

„To źródło jest niewiarygodne”.

„Właściwie sprawa wygląda inaczej”.

„Może i tak jest, ale…”

W ten sposób człowiek nie musi konfrontować się z własnym błędem.

A jeśli wcześniej publicznie przekonywał do swojego stanowiska, problem staje się jeszcze większy. Pojawia się wstyd i lęk przed utratą twarzy. Człowiek zaczyna myśleć nie o tym, co jest prawdą, ale o tym, jak będzie wyglądał w oczach innych.

Inteligencja wcale nie chroni przed uporem

Można przypuszczać, że wyjątkowo uparte osoby po prostu niewiele wiedzą.

To nie takie proste.

Inteligentny człowiek również może bardzo skutecznie bronić błędnego poglądu. Co więcej, może być w tym nawet lepszy, ponieważ potrafi znaleźć więcej argumentów, wyjątków i skomplikowanych wyjaśnień.

Problemem nie jest więc wyłącznie inteligencja.

Bardzo ważna jest intelektualna pokora, czyli zdolność do zaakceptowania tego, że mogę czegoś nie wiedzieć albo mogę się mylić.

Człowiek naprawdę pewny siebie może powiedzieć:

„Nie wiem”.

„Muszę to sprawdzić”.

„Masz rację”.

„Pomyliłem się”.

Nie traci przez to poczucia własnej wartości.

A może ktoś po prostu naprawdę wierzy w bzdury?

I tutaj pojawia się bardzo ważne rozróżnienie.

Nie każdy człowiek, który mówi rzeczy absurdalne albo uporczywie broni nieprawdziwych poglądów, robi to celowo.

Niektórzy naprawdę w to wierzą.

Mogą mieć błędne informacje, korzystać z niewiarygodnych źródeł, żyć w zamkniętej bańce informacyjnej albo po prostu mieć tak mocno ugruntowane przekonania, że nie potrafią spojrzeć na nie z dystansu.

Taki człowiek może być przekonany, że mówi prawdę, nawet jeśli z zewnątrz jego argumentacja wygląda absurdalnie.

To ważne, ponieważ z takim człowiekiem mamy do czynienia z zupełnie innym problemem niż w przypadku osoby, która wie, że mówi nieprawdę, ale robi to dla własnej korzyści.

Jak odróżnić naiwnego od manipulatora?

Nie zawsze da się to stwierdzić od razu. Nie istnieje jeden magiczny znak, po którym można powiedzieć: „Ten człowiek kłamie świadomie”.

Można jednak obserwować jego zachowanie.

Człowiek, który szczerze wierzy w błędną informację, zazwyczaj jest zainteresowany jej obroną, ale niekoniecznie własnym zyskiem. Może być uparty, może się mylić, może odrzucać argumenty, ale kiedy spokojnie pokażemy mu wiarygodne informacje, czasami pojawia się chwila zawahania.

Może powiedzieć:

„Naprawdę? Tego nie wiedziałem”.

Albo zacznie szukać kolejnych informacji.

Manipulator zachowuje się często inaczej.

Jeżeli prawda jest dla niego niewygodna, nie próbuje jej sprawdzić. Próbuje kontrolować rozmowę.

Może świadomie pomijać niewygodne fakty, wybierać tylko te informacje, które pasują do jego celu, przedstawiać półprawdy albo zmieniać wersję wydarzeń zależnie od tego, co w danym momencie jest dla niego korzystne.

Szczególnie niepokojące jest, gdy człowiek mówi coś innego różnym osobom, a jego wersja zmienia się dokładnie wtedy, kiedy zmieniają się jego interesy.

Wtedy warto się zastanowić, czy rzeczywiście mamy do czynienia z kimś, kto „nie rozumie”, czy raczej z kimś, kto doskonale rozumie, co robi.

Jest jeszcze jeden bardzo ważny test

Można obserwować, co dzieje się wtedy, gdy człowiek otrzymuje informację, która potwierdza jego własny pogląd.

Jeżeli wtedy bez problemu uznaje źródło za wiarygodne, ale dokładnie to samo źródło staje się „niewiarygodne”, kiedy publikuje coś przeciwnego, mamy do czynienia z bardzo silnym mechanizmem obronnym.

Jeszcze bardziej znaczące jest to, czy człowiek potrafi zastosować tę samą zasadę do siebie i innych.

Jeżeli wymaga od innych dowodów, ale sam ich nie przedstawia, może chodzić o zwykłą stronniczość.

Jeżeli natomiast świadomie tworzy podwójne standardy po to, żeby osiągnąć określony cel, coraz bardziej przypomina to manipulację.

Najważniejsze jest więc nie samo to, czy ktoś mówi bzdury, ale co robi, kiedy pojawiają się fakty, które te bzdury podważają.

Kiedy lepiej odpuścić?

I tutaj dochodzimy do pytania, które ma chyba największe znaczenie dla naszego codziennego życia.

Czy warto dyskutować z takimi ludźmi?

Nie zawsze.

Jeżeli ktoś rzeczywiście wierzy w absurdalne przekonanie, możemy przedstawić mu fakty. Możemy spokojnie pokazać inne źródła. Możemy zostawić mu przestrzeń do zastanowienia się.

Ale nie mamy obowiązku przekonać go za wszelką cenę.

Jeszcze mniej sensu ma dyskusja z człowiekiem, który nie szuka prawdy, tylko zwycięstwa albo korzyści.

Jeżeli każda odpowiedź prowadzi do kolejnego „ale”, każda informacja jest odrzucana, temat ciągle się zmienia, a rozmowa przechodzi w ataki personalne, być może najwyższy czas ją zakończyć.

Nie dlatego, że zabrakło nam argumentów.

Dlatego, że zmienił się cel rozmowy.

Nie każda osoba, która się myli, jest głupia. I nie każda, która ma rację, jest uczciwa

To chyba najważniejszy wniosek.

Można całkowicie szczerze wierzyć w coś nieprawdziwego.

Można również doskonale wiedzieć, że mówi się nieprawdę.

Dlatego warto patrzeć nie tylko na treść wypowiedzi, ale na zachowanie człowieka wobec faktów.

Czy potrafi powiedzieć „nie wiem”?

Czy potrafi zmienić zdanie?

Czy przyznaje się do błędów również wtedy, gdy nikt go do tego nie zmusza?

Czy stosuje te same zasady wobec siebie i innych?

Czy zależy mu na ustaleniu prawdy, czy wyłącznie na tym, żeby osiągnąć określony efekt?

I przede wszystkim: co robi, kiedy prawda przestaje być dla niego wygodna?

To często mówi o człowieku znacznie więcej niż jego najbardziej stanowcze deklaracje.

Największą oznaką siły może być zdanie „pomyliłem się”

Być może dlatego tak trudno niektórym ludziom je wypowiedzieć.

Bo wymaga ono czegoś więcej niż odwagi do przyznania się do błędu. Wymaga przekonania, że moja wartość nie zależy od tego, czy zawsze mam rację.

Człowiek, który potrafi powiedzieć „pomyliłem się”, nie staje się przez to słabszy.

Przeciwnie.

Pokazuje, że potrafi zmierzyć się z rzeczywistością nawet wtedy, gdy jest ona dla niego niewygodna.

A człowiek, który nigdy nie może tego powiedzieć, może w pewnym momencie stać się więźniem własnych przekonań.

I dlatego czasami najlepszą odpowiedzią na czyjeś absurdalne argumenty nie jest kolejny argument.

Czasami jest nią spokojne:

„Możesz tak uważać.”

A potem odejście od rozmowy.

Nie każdą bitwę trzeba wygrać.

Nie każdego człowieka trzeba przekonać.

I nie każdemu, kto ma ostatnie słowo, udało się wygrać dyskusję.

Komentarze