Czy szczere przeprosiny zawsze oznaczają zmianę?
„Przepraszam. Naprawdę nie chciałem. Wiem, że zrobiłem źle. Już nigdy więcej tego nie zrobię”.
Słyszymy takie słowa od człowieka, na którym nam zależy, i chcemy mu wierzyć. Zwłaszcza jeśli widzimy, że naprawdę jest mu przykro. Problem zaczyna się wtedy, gdy po kilku dniach, tygodniach czy miesiącach sytuacja się powtarza. Znowu padają te same słowa. Znowu pojawia się żal, obietnica poprawy i nadzieja, że tym razem będzie inaczej.
A potem historia zatacza koło.
Czy w takim przypadku poprzednie przeprosiny były kłamstwem? Niekoniecznie. Człowiek może naprawdę żałować tego, co zrobił, a mimo to nie potrafić przestać zachowywać się w określony sposób. To jedna z trudniejszych rzeczy do zaakceptowania w relacjach z drugim człowiekiem: szczere przeprosiny nie zawsze oznaczają, że ktoś potrafi się zmienić.
Można naprawdę żałować swoich słów, a za kilka dni znowu wybuchnąć. Można kochać partnera i jednocześnie nie radzić sobie z zazdrością. Można wiedzieć, że alkohol niszczy życie, a mimo to ponownie sięgnąć po kieliszek. Można obiecywać sobie i innym, że przestanie się kłamać, krzyczeć, obrażać czy odkładać wszystko na później, a potem ponownie zrobić dokładnie to samo.
Dlatego warto nauczyć się odróżniać szczere przeprosiny od rzeczywistej zmiany. I równie ważne: wiedzieć, jak dać komuś kolejną szansę, nie rezygnując przy tym z własnych granic.
Można żałować i nadal robić to samo
Wydaje się to sprzeczne. Skoro ktoś naprawdę wie, że postąpił źle, dlaczego po prostu tego nie przestanie?
Niestety ludzkie zachowanie nie jest aż tak proste.
Niektóre zachowania są bardzo mocno utrwalonymi przyzwyczajeniami. Ktoś przez lata reagował krzykiem na stres i w sytuacji napięcia jego pierwszym odruchem nadal będzie podniesienie głosu. Ktoś nauczył się rozładowywać trudne emocje alkoholem i nawet jeżeli następnego dnia szczerze żałuje, w kolejnym kryzysie znowu może sięgnąć po alkohol.
Ktoś inny wie, że jego zazdrość niszczy związek, ale kiedy pojawia się lęk przed utratą partnera, zaczyna kontrolować telefon, wypytywać, podejrzewać i robić awantury. Później płacze, przeprasza i mówi, że nie chce taki być.
I może mówić prawdę.
Problem polega na tym, że chęć zmiany i umiejętność zmiany to nie jest to samo.
Jeżeli ktoś chce się zmienić, ale nie wie jak, samo postanowienie „od jutra będę inny” może nie wystarczyć. Dlatego zamiast pytać wyłącznie: „Czy on naprawdę żałuje?”, warto czasami zapytać:
„Co zrobi następnym razem, żeby nie powtórzyć tego samego?” To pytanie bardzo dużo zmienia.
Po czym poznać, że przeprosiny są szczere?
Nie istnieje niezawodny test, który pozwoli zajrzeć komuś do głowy. Możemy jednak obserwować zachowanie. Szczere przeprosiny zazwyczaj nie koncentrują się wyłącznie na tym, że osobie przepraszającej jest źle. Człowiek zaczyna dostrzegać również to, co jego zachowanie zrobiło drugiej osobie.
Jest różnica między:„Przepraszam, bo teraz wszyscy są na mnie źli”, a „Przepraszam, bo rozumiem, że tym, co powiedziałem, naprawdę cię zraniłem”.
Szczere przeprosiny zwykle zawierają odpowiedzialność. Nie trzeba w nich szukać winnego.
Nie brzmią więc: „Przepraszam, ale gdybyś mnie nie zdenerwowała, nie powiedziałbym tego”. Ani:
„Przepraszam, ale taki już jestem”. Ani: „Przepraszam, przecież byłem wtedy zdenerwowany”.
Człowiek może być zdenerwowany. Może mieć trudny dzień, problemy, uzależnienie, trudny charakter czy wiele innych powodów, które pomagają zrozumieć jego zachowanie. Żaden z tych powodów nie sprawia jednak automatycznie, że druga osoba przestaje być zraniona.
Szczere przeprosiny mogą brzmieć znacznie prościej: „Zrobiłem źle. Nie powinienem był tak do ciebie mówić. Rozumiem, że mogło cię to zaboleć. Chcę coś z tym zrobić”.
Jeszcze ważniejsze jest to, co dzieje się później.
Najważniejszy sprawdzian przeprosin przychodzi po słowach
Można bardzo pięknie przepraszać. Można płakać, obiecywać, pisać długie wiadomości i zapewniać, że „to już ostatni raz”. Tylko że ostatecznie przeprosiny są początkiem, a nie końcem całej sprawy.
Jeżeli ktoś naprawdę chce zmienić swoje zachowanie, powinno pojawić się choć jedno konkretne działanie.
Jeżeli problemem jest wybuchowy charakter, może zacząć szukać sposobu na opanowanie emocji. Jeżeli problemem jest alkohol, może szukać profesjonalnej pomocy. Jeżeli ciągle rani partnera podczas kłótni, może nauczyć się przerywać rozmowę, zanim emocje wymkną się spod kontroli.
Nie musi od razu odnieść sukcesu. Ale powinno być widać, że coś robi. To bardzo ważna różnica. Człowiek, który mówi: „Wiem, że mam problem i próbuję nad nim pracować” jest w zupełnie innym miejscu niż ktoś, kto po każdym kolejnym incydencie mówi: „Taki już jestem, ale przecież przeprosiłem”.
A co, jeśli człowiek naprawdę próbuje, ale znowu mu się nie udaje?
To jeszcze trudniejsza sytuacja.
Wyobraźmy sobie osobę, która naprawdę chce przestać pić, ale po kilku tygodniach wraca do alkoholu. Albo kogoś, kto pracuje nad wybuchami złości, a mimo to kolejny raz krzyczy na bliską osobę.
Czy każda kolejna porażka oznacza, że poprzednie przeprosiny były fałszywe? Nie zawsze.
Zmiana utrwalonych zachowań może być trudna i nierówna. Człowiek może zrobić kilka kroków do przodu, potem jeden do tyłu. Może popełnić błąd mimo szczerych chęci.
Warto jednak patrzeć na cały proces, a nie tylko na pojedyncze deklaracje.
Czy z czasem coś się zmienia? Czy człowiek szybciej zauważa swoje zachowanie? Czy zaczyna wcześniej reagować? Czy potrafi zatrzymać się przed kolejnym wybuchem? Czy sam szuka pomocy? Czy przyznaje się do problemu, zanim ktoś go przyłapie? Czy próbuje naprawić szkody? Czy respektuje granice drugiej osoby?
Jeżeli odpowiedź na te pytania brzmi „tak”, można mieć do czynienia z człowiekiem, który rzeczywiście próbuje zmienić swoje życie, choć jeszcze nie potrafi zrobić tego idealnie.
Nie mylmy jednak potknięcia z ciągłym powtarzaniem tego samego schematu
Jedna rzecz to człowiek, który popełnia błąd i próbuje go naprawić. Druga to osoba, która przez lata powtarza dokładnie to samo, za każdym razem składając identyczne obietnice.
Warto zwrócić uwagę na pewien prosty schemat: złe zachowanie → przeprosiny → obietnica → chwilowa poprawa → powrót do starego zachowania → kolejne przeprosiny.
Jeżeli ten cykl powtarza się bez żadnej realnej zmiany, same słowa zaczynają mieć coraz mniejszą wartość. Nie oznacza to automatycznie, że człowiek kłamie.
Może oznaczać, że jego przeprosiny nie są poparte możliwościami, umiejętnościami albo rzeczywistym działaniem potrzebnym do zmiany.
Dla osoby z jego otoczenia skutek jest jednak podobny: nadal jest raniona. I właśnie dlatego samo pytanie „czy on jest szczery?” nie powinno być jedynym pytaniem.
Równie ważne jest: „Czy jego zachowanie jest dla mnie do zaakceptowania?”
Możesz wierzyć w czyjąś szczerość i jednocześnie powiedzieć „nie”
To jedna z najważniejszych rzeczy, o których warto pamiętać.
Nie musimy udowodnić, że ktoś kłamie, żeby postawić mu granicę.
Możemy powiedzieć: „Wierzę, że jest ci przykro. Ale nie mogę pozwolić, żebyś kolejny raz tak się do mnie odzywał”.
Możemy powiedzieć: „Wierzę, że chcesz przestać pić. Jednocześnie nie będę po raz kolejny spłacać twoich długów”.
Albo: „Rozumiem, że trudno ci kontrolować złość. Jeżeli zaczniesz na mnie krzyczeć, przerwę rozmowę”.
To nie jest kara. To jest granica.
Granica nie mówi: „Ty masz się zmienić”
Dobrze postawiona granica mówi przede wszystkim: „Jeżeli wydarzy się X, ja zrobię Y”.
Na przykład:
„Jeżeli będziesz mnie obrażać, wyjdę z pokoju”.
„Jeżeli rozmowa zamieni się w krzyk, zakończę ją i wrócimy do niej później”.
„Nie pożyczę ci więcej pieniędzy, jeżeli nie spłacisz poprzedniej pożyczki”.
„Nie będę kłamać za ciebie przed rodziną”.
„Jeżeli chcesz ze mną porozmawiać, możemy to zrobić spokojnie. Nie będę rozmawiać podczas awantury”.
To ważne, ponieważ nie możemy kontrolować drugiego człowieka. Możemy natomiast decydować, na jakie zachowania się zgadzamy, a na jakie nie.
Druga szansa nie musi oznaczać powrotu do starego układu
Czasami myślimy o drugiej szansie jak o całkowitym wymazaniu tego, co się wydarzyło.
„Dobrze, zapominamy. Zaczynamy od początku”. Ale nie zawsze tak powinno być.
Druga szansa może oznaczać: „Spróbujmy jeszcze raz, ale inaczej”. Jeżeli ktoś miał problem z alkoholem, druga szansa może wiązać się z podjęciem leczenia.
Jeżeli ktoś wielokrotnie przekraczał nasze granice podczas kłótni, możemy powiedzieć, że będziemy kończyć rozmowę przy pierwszej oznace agresji. Jeżeli ktoś zawiódł nasze zaufanie, nie musimy od razu przekazywać mu wszystkich informacji, pieniędzy czy odpowiedzialności, które miał wcześniej.
Zaufanie można odbudowywać stopniowo. Nie ma obowiązku przywracania go do dawnego poziomu następnego dnia po przeprosinach.
Nie każda druga szansa musi wyglądać tak samo
Możemy dać komuś drugą szansę w związku. Możemy też dać drugą szansę komuś z rodziny, ale zachować większy dystans. Możemy ponownie nawiązać kontakt z przyjacielem, ale spotykać się rzadziej. Możemy wspierać osobę uzależnioną, ale nie dawać jej pieniędzy. Możemy być obok kogoś, kto walczy ze swoim charakterem, ale nie pozwalać, żeby jego problemy niszczyły nasze życie.
To bardzo ważne, bo czasami człowiek myśli:„Jeśli naprawdę mu wybaczyłem, powinienem znowu mu zaufać”. Nie. Wybaczenie i zaufanie to nie to samo. Można komuś wybaczyć, a odbudowę zaufania pozostawić czasowi i jego kolejnym zachowaniom.
Jak pomóc osobie, która naprawdę chce się zmienić?
Jeżeli widzimy, że ktoś rzeczywiście walczy ze swoim problemem, możemy zrobić bardzo dużo dobrego.
Najpierw warto rozmawiać o konkretnym zachowaniu, a nie przyklejać człowiekowi etykietę.
Zamiast:„Jesteś okropnym człowiekiem”. Lepiej: „Kiedy zaczynasz krzyczeć, nie potrafię z tobą rozmawiać”.
Zamiast:„Jesteś leniwy”. Lepiej: „Obiecałeś, że zajmiesz się tą sprawą, a po raz kolejny tego nie zrobiłeś. Musimy znaleźć sposób, żeby to się nie powtarzało”.
Taka rozmowa daje człowiekowi coś, nad czym rzeczywiście może pracować.
Warto też zapytać: „Co możemy zrobić następnym razem, kiedy poczujesz, że zaczynasz tracić kontrolę?”
To może być wyjście na spacer, przerwanie rozmowy, telefon do konkretnej osoby, kontakt ze specjalistą albo inny wcześniej ustalony sposób reagowania.
Najlepiej działa plan przygotowany przed kolejnym kryzysem, a nie w jego środku.
Nie pomagaj jednak za bardzo
To brzmi paradoksalnie, ale czasami można człowiekowi pomagać tak intensywnie, że odbiera mu się odpowiedzialność za własne życie.
Jeżeli ktoś pije i my za każdym razem tłumaczymy jego nieobecność w pracy, spłacamy jego długi i przekonujemy rodzinę, że „on naprawdę się stara”, możemy chwilowo zmniejszyć skutki problemu. Ale problem nadal pozostaje.
Pomoc wygląda inaczej. Możemy powiedzieć:
„Jeżeli chcesz szukać pomocy, pójdę z tobą”. „Mogę pomóc ci znaleźć specjalistę”. „Będę z tobą podczas leczenia”.
Ale nie: „Będę ukrywać przed wszystkimi, co się dzieje”. Czasami największą pomocą jest pozwolenie człowiekowi na zobaczenie konsekwencji własnych decyzji.
A jeśli problemem są „trudne cechy charakteru”?
Nie każdy człowiek, który rani innych, jest uzależniony albo wymaga leczenia. Czasami problemem jest po prostu wieloletni sposób reagowania.
Ktoś jest bardzo wybuchowy. Ktoś nie potrafi przyznać się do błędu. Ktoś zawsze musi mieć ostatnie słowo. Ktoś reaguje złośliwością na krytykę. Ktoś jest chorobliwie podejrzliwy. Ktoś ucieka od odpowiedzialności.
Nie musimy oczekiwać, że taka osoba nagle stanie się zupełnie innym człowiekiem. Możemy natomiast oczekiwać, że będzie pracowała nad konkretnymi zachowaniami. Człowiek impulsywny może nauczyć się robić przerwę przed odpowiedzią. Człowiek wybuchowy może nauczyć się wychodzić z rozmowy, zanim zacznie krzyczeć. Człowiek, który ma problem z przepraszaniem, może nauczyć się przyznawać do błędu bez szukania winy u innych.
Zmiana nie zawsze oznacza zmianę osobowości. Czasami oznacza po prostu nauczenie się innego sposobu reagowania.
Co zrobić, kiedy kolejny raz słyszymy „przepraszam”?
Nie musimy od razu odpowiadać: „Nic się nie stało”. Jeżeli coś się stało, możemy to powiedzieć.
Możemy też powiedzieć: „Dziękuję, że przepraszasz. Potrzebuję czasu”.
Albo: „Wierzę, że jest ci przykro. Chcę zobaczyć, co zrobisz, żeby to się nie powtórzyło”.
To bardzo dojrzała odpowiedź. Nie odrzuca drugiego człowieka, ale również nie udaje, że problem zniknął. Można też zapytać:
„Co twoim zdaniem możemy zrobić inaczej następnym razem?”
Jeżeli człowiek rzeczywiście chce się zmienić, takie pytanie może być początkiem dobrej rozmowy.
Jeżeli natomiast za każdym razem odpowiedź brzmi:
„Nie wiem”,, „Taki już jestem”, „Przecież nic wielkiego się nie stało”, „To przez ciebie”, może być to sygnał, że same przeprosiny nie prowadzą jeszcze do żadnej zmiany.
Kiedy przestać dawać kolejne szanse?
Nie ma uniwersalnej liczby. Nie istnieje zasada, że po trzech przeprosinach trzeba odejść, a po pięciu można wybaczyć. Każda sytuacja jest inna.
Ale warto zwrócić uwagę na pewną granicę.
Jeżeli kolejne szanse oznaczają wyłącznie, że jedna osoba coraz bardziej cierpi, a druga coraz mniej musi się zmieniać, sytuacja przestaje być zdrowa.
Szczególnie ostrożnie trzeba podchodzić do przemocy, gróźb, zastraszania, uporczywej kontroli, przemocy ekonomicznej czy zachowań, które zagrażają bezpieczeństwu.
W takich sytuacjach nie należy sprowadzać problemu do pytania: „Czy on naprawdę żałuje?” Nawet jeżeli żałuje, bezpieczeństwo osoby krzywdzonej pozostaje najważniejsze.
Czy można kochać człowieka i jednocześnie się od niego odsunąć?
Tak. To jedna z najtrudniejszych rzeczy do zaakceptowania. Możemy widzieć w człowieku dobro. Możemy wiedzieć, że ma za sobą trudne doświadczenia. Możemy wierzyć, że naprawdę chce się zmienić. Możemy pamiętać wszystkie dobre chwile. I jednocześnie możemy dojść do wniosku: „Nie potrafię już żyć w taki sposób”.
To nie musi oznaczać nienawiści. Czasami dystans jest właśnie tym, co pozwala przestać uczestniczyć w destrukcyjnym schemacie.
„Przepraszam, bo boję się, co będzie dalej”
Istnieje jeszcze jeden rodzaj przeprosin, z którym warto szczególnie uważać. Człowiek przeprasza nie dlatego, że naprawdę żałuje tego, co zrobił drugiej osobie, ale dlatego, że nie podoba mu się to, co może spotkać jego samego.
Boi się kary. Utraty przywilejów. Rozstania. Konsekwencji w pracy. Gniewu rodziców. Utraty pieniędzy. Odejścia partnera. Albo po prostu tego, że inni dowiedzą się, jak się zachował.
Takie przeprosiny mogą brzmieć bardzo przekonująco. Człowiek może nawet płakać i mówić, że „bardzo żałuje”. Tyle że czasami jego największym problemem nie jest to, że kogoś skrzywdził, lecz to, że sam poniesie konsekwencje swojego zachowania.
Jak to rozpoznać?
Pomocne może być obserwowanie, na czym koncentruje się rozmowa. Czy człowiek mówi przede wszystkim:
„Co teraz ze mną będzie?”, „Czy nadal będziesz ze mną?”, „Nie mów nikomu, bo będę miał problemy”.
„Oddaj mi telefon, bo już będę grzeczny”. „Nie zabieraj mi tego, obiecuję, że się poprawię”.
Czy raczej: „Wiem, że cię skrzywdziłem”. „Rozumiem, dlaczego straciłeś do mnie zaufanie”. „Nie oczekuję, że od razu mi wybaczysz”. „Chcę naprawić to, co zrobiłem”.
Różnica jest subtelna, ale bardzo ważna. W pierwszym przypadku centrum przeprosin stanowią własne straty. W drugim – krzywda drugiej osoby i odpowiedzialność za własne zachowanie.
Szczególnie wymowne jest to, co dzieje się wtedy, gdy człowiek dowiaduje się, że nie poniesie żadnej kary. Jeśli przeprosiny nagle przestają być potrzebne, zainteresowanie poprawą znika, a człowiek natychmiast wraca do poprzedniego zachowania, może to świadczyć o tym, że najbardziej zależało mu właśnie na uniknięciu konsekwencji.
Nie zawsze jednak trzeba od razu uznawać takie przeprosiny za całkowicie fałszywe. Człowiek może jednocześnie bać się konsekwencji i naprawdę żałować. Dlatego ważniejsze od jednego zdania jest to, co robi później.
Najlepszą odpowiedzią nie musi być awantura ani próba zmuszenia kogoś do „prawdziwego żalu”. Można spokojnie powiedzieć: „Rozumiem, że boisz się konsekwencji. Ale dla mnie ważne jest również to, czy rozumiesz, dlaczego twoje zachowanie było krzywdzące”.
Albo: „Nie potrzebuję kolejnej obietnicy. Chcę wiedzieć, co zamierzasz zrobić, żeby sytuacja się nie powtórzyła”. I przede wszystkim nie warto rezygnować z uzasadnionych konsekwencji tylko dlatego, że ktoś przeprosił.
Jeżeli dziecko przeprosiło za złamanie ustalonych zasad, przeprosiny nie muszą automatycznie oznaczać zniesienia wszystkich konsekwencji. Jeżeli dorosły pracownik popełnił poważny błąd, jego „przepraszam” nie musi oznaczać, że problem powinien zostać zignorowany. Jeżeli partner kolejny raz przekroczył ważną granicę, nie trzeba udowadniać, że jego przeprosiny są nieszczere, żeby tę granicę nadal utrzymać.
Przeprosiny mogą być początkiem naprawiania sytuacji, ale nie powinny być sposobem na uniknięcie odpowiedzialności.
Czasami dopiero wtedy, gdy człowiek wie, że konsekwencje pozostaną, można zobaczyć, czy naprawdę chce coś zmienić.
Najlepszym dowodem zmiany nie są kolejne przeprosiny
Jeżeli ktoś naprawdę chce się zmienić, nie zawsze zrobi to szybko. Może popełnić błędy. Może mieć gorszy dzień. Może się potknąć.
Ale z czasem powinno być widać coś więcej niż kolejne piękne słowa. Może zacząć wcześniej zauważać swoje zachowanie. Może coraz częściej zatrzymywać się przed wybuchem. Może sam szukać pomocy. Może przestać tłumaczyć się innymi ludźmi. Może zacząć respektować granice. Może próbować naprawiać szkody bez oczekiwania natychmiastowej nagrody w postaci przebaczenia.
I właśnie wtedy pojawia się coś bardzo ważnego: dowód w postaci zmiany zachowania.
Bo prawdziwa zmiana nie polega na tym, że człowiek coraz piękniej przeprasza za to samo. Polega na tym, że z czasem coraz rzadziej musi przepraszać za to samo. A jeżeli naprawdę chce się zmienić, ale nie potrafi zrobić tego sam, proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości. Przeciwnie – może być jednym z najbardziej odpowiedzialnych kroków, jakie może podjąć.
Możemy komuś pomóc zrobić ten krok. Możemy dać drugą szansę. Możemy wierzyć, że człowiek jest czymś więcej niż swoim najgorszym zachowaniem.
Ale jednocześnie mamy prawo powiedzieć:„Wierzę, że chcesz się zmienić. I właśnie dlatego chcę zobaczyć tę zmianę w twoich czynach. A dopóki jej nie ma, muszę chronić również siebie”.

Komentarze
Prześlij komentarz